sobota, 24 maja 2014

O zatraceniu wszystkiego

Całkiem przypadkowo wpadła mi dziś w ręce książka o wypieku domowego chleba, toteż od razu zaczęłam piec bardzo prosty chlebek bananowy a chwilę później dopadła mnie fala myśli o tym czego już jest coraz mniej czyli tradycji.
Żyjemy w świecie, w którym niewiele osób wypieka chleb własnoręcznie, jeszcze mniej domowym sposobem a nie w maszynie do chleba. Powszechnie woli się pójść do sklepu i kupić bochenek pokrojonego już chleba, który rzadko ma wygląd, zapach i smak prawdziwego chleba. To co oferuje się nam w marketach najczęściej przypomina pulpę lub bułkę, przyciskając ręką ów "chleb" nam się spłaszczy do blatu.
Z wygodnictwa i braku czasu  kobiety zrezygnowały z własnoręcznego wypieku. A przecież kiedyś kobiety były także zapracowane nie miały zmywarek, środków czyszczących, nieprzywieralnych powłok nanotechnologii ani patelni produkowanych na zasadach kosmicznych promów NASA. Wręcz przeciwnie kobiety zwłaszcza na wsiach zajmowały się całym gospodarstwem, pracami w polu, inwentarzem i oczywiście gromadką dzieci, które nie miały komputerów ani telewizorów, które zajmowały im czas a mimo to gospodynie wypiekały chleb same i to z wielkim namaszczeniem. Chleb domowej roboty typowo staropolski zachowywał swoją świeżość nawet ponad 2 tygodnie i pieczony był w 3 i 4 kilowych bochnach najczęściej na dwa tygodnie . Każdy chleb traktowano z szacunkiem i znaczono symbolem krzyża.To piękny zwyczaj,który sądzę warto kultywować .  Można? można ale trzeba chcieć.
Zadajmy sobie pytanie ile rodzin obecnie do obiadu popija kompot zamiast coli? Ile dzieci zapamięta z dzieciństwa zapach pieczonego chleba, ciasta drożdżowego .
Ba nawet święta nie robią już takiego wrażenia jak kiedyś, mamy wszystko w sklepach na wyciągnięcie ręki przez okrągły rok.
Owoce sezonowe?Truskawki dostępne w styczniu może nie są najgenialniejsze ale są i dzieciom niekoniecznie będą kojarzyły się z czerwcowym zbiorem. I tak prawie ze wszystkim. Mamy dostęp do właściwie wszystkiego co sobie zamarzymy, to czego nie dostaniemy w sklepie możemy zamówić internetowo.
Potrawy świąteczne coraz częściej są jedzone także w ciągu roku i gubią swoją nazwę i "świętość". Spłycenie np. barszczu do gotowej chińskiej mieszanki trujących składników z suchym makaronem nie wróży nic dobrego.
Jak tu sprawić aby podtrzymać tradycyjnego,magicznego ducha świąt? Co zrobić by zwykłe rzeczy były niezwykłe? Jak sprawić żeby dzieci wyniosły z domu piękną polską kulturę i tradycję?
 Wydaje mi się,że aby tego dokonać trzeba przywrócić sezonowość, czas oczekiwania, upragnienia na coś niezwykłego.
 Jeśli będę mamą bardzo bym chciała to przekazać swoim dzieciom jako skarb , który docenią już w życiu dorosłym kiedy podczas styczności z innymi ludźmi okaże się ,że mieli coś wyjątkowego w domu coś czego brakowało innym dzieciom. Rytuały u dzieci są bardzo ważne i tylko od nas zależy jakie one będą, co maluch zapamięta, wyniesie. Może warto to przemyśleć i wprowadzić pewne modyfikacje mające na celu udoskonalenie naszego pożycia rodzinnego.Przecież jak znane porzekadło głosi "przez żołądek do serca" a nie sądzę ,że nawet ta najlepsza  zupka chińska trafi do serca kogokolwiek.